W świecie, w którym coraz częściej tęsknimy za naturą bliżej domu, są miejsca, które pomagają tę tęsknotę przekuć w coś realnego. Centrum ogrodnicze Nowaccy to nie tylko punkt na mapie dla miłośników roślin, ale przestrzeń, w której pasja spotyka się z doświadczeniem. O tym, jak zaczęła się pasja do ogrodnictwa i dlaczego w Dachowej k/Poznania pojawiło się nowe centrum ogrodnicze rozmawiamy z Beatą Nowacką, – właścicielką.
Karolina Kałdońska: praca z roślinami to ciężki kawałek chleba, jest wymagająca, podlegająca sezonowości i kapryśności pogody – skąd zatem wziął się pomysł na pracę w branży ogrodniczej?
Beata Nowacka:
Pomysł wynikał w dużej mierze z doświadczeń rodzinnych. Rodzice mojego męża, kiedy się poznaliśmy w 1995 roku, prowadzili uprawę pomidorów na niewielką skalę – w szklarni o powierzchni około 600 m² oraz w tunelach foliowych.
W tamtym okresie zaczynał się dynamiczny rozwój wielkopowierzchniowych szklarni i produkcji przemysłowej, co znacząco zmieniało rynek. Pojawiała się również tendencja do intensyfikacji produkcji, co powodowało, że tradycyjne, niewielkie gospodarstwa miały coraz większe trudności z utrzymaniem rentowności, zwłaszcza przy założeniach produkcji ekologicznej.
W związku z tym podjęliśmy decyzję o zmianie profilu działalności. Rozważaliśmy zarówno inwestycję w większe areały, jak i budowę nowych obiektów produkcyjnych, jednak ostatecznie zdecydowaliśmy się na zmianę kierunku.
Pod koniec lat 90. rozpoczęliśmy stopniowe przejście z produkcji warzyw na produkcję roślin ozdobnych. Początkowo równolegle prowadziliśmy uprawę pomidorów i kwiatów balkonowych, jednak w ciągu dwóch–trzech lat produkcja warzyw została całkowicie zastąpiona roślinami ozdobnymi.
Na początku skupiliśmy się na pelargoniach zwisających, które były wówczas nowością na rynku. Był to okres intensywnego rozwoju segmentu roślin balkonowych i rabatowych w Polsce.
Wraz z rozwojem produkcji zaczęło pojawiać się zainteresowanie klientów dodatkowymi produktami i akcesoriami ogrodniczymi, takimi jak podłoża, donice czy nawozy. W tamtym czasie na rynku brakowało wyspecjalizowanych centrów ogrodniczych, dlatego naturalnie rozszerzyliśmy działalność o sprzedaż detaliczną.
Tak powstał niewielki sklep, który z czasem rozwijał się wraz z częścią produkcyjną, tworząc obecne centrum ogrodnicze w Gostyniu.
K.K: Gostyń to jednak mniejsza miejscowość – skąd decyzja o rozwoju działalności w Dachowej?
B.N:
Decyzja była wynikiem ograniczeń przestrzennych oraz naturalnej potrzeby dalszego rozwoju. Już przed pandemią analizowaliśmy możliwość zwiększenia skali działalności, jednak w najbliższym otoczeniu nie mieliśmy dostępnych gruntów pod nowe inwestycje.
W pewnym momencie wydzierżawiliśmy hektarową powierzchnię produkcyjną w Bojanowie, co okazało się bardzo trafną decyzją biznesową i pozwoliło na dalszą stabilizację finansową oraz rozwój firmy.
To doświadczenie stworzyło przestrzeń do rozważenia większych inwestycji. Ostatecznie, po pojawieniu się oferty zakupu obiektu ogrodniczego, podjęliśmy decyzję o jego nabyciu. Była to decyzja szybka, ale poprzedzona wieloletnim doświadczeniem i obserwacją rynku. Lokalizacja w Dachowej była oddalona o ok 70 km od naszego domu. Wahaliśmy się zatem czy to dobra decyzja. W końcu w niedzielę maż wysłał SMS do ówczesnego właściciela obiektów w Dachowej – czy jest szansa aby podjechać i zobaczyć tą lokalizację. Nie musieliśmy długo czekać – bo już tego samego dnia oglądaliśmy gospodarstwo w Dachowej. Obiekt, jego lokalizacja, infrastruktura i okolica przypadły nam tak do serca, że podjęcie decyzji było bardzo szybkie.
K.K: Wasza firma – to firma rodzinna. W działalność zaangażowane jest również młode pokolenie – syn. Jak zatem wygląda funkcjonowanie firmy rodzinnej?
B.N:
Firma od początku miała charakter rodzinny, przy czym z czasem główna odpowiedzialność za zarządzanie została przejęta przez nas. Wymagało to dostosowania struktury organizacyjnej oraz podziału obowiązków.Obecnie współpraca między pokoleniami polega na wsparciu operacyjnym oraz stopniowym włączaniu kolejnego pokolenia w działalność firmy. Obecnie jesteśmy przedsiębiorstwem o znacznie większej skali niż na początku – z wielohektarową infrastrukturą i rozbudowaną strukturą organizacyjną. Jesteśmy z mężem dumni z tego, że nasz syn podjął rękawicę i przejął część odpowiedzialności za prowadzenie biznesu. Gdyby nie jego wykształcenie i chęć objęcia tej samej drogi być może nie zapadłaby decyzja o zakupie obiektów w Dachowej. Zdaję sobie sprawę jak trudna jest droga sukcesji i jak wiele centrów ogrodniczych nie ma następców. Dlatego od początku traktujemy syna jako partnera i decydenta w wielu sprawach – bo to on w przyszłości będzie prowadził ten biznes. (…) całość przeczytasz w najnowszym numerze Biznes Ogrodniczy








