Jak rozbroić niewypał?

Na każdym rynku – niezależnie od branży, w tym także na rynku wydawniczym – co roku można znaleźć nowe produkty. Premierze wielu z nich towarzyszy szumna oprawa: zapowiedzi przełomu, deklaracje o nowej jakości, która zrewolucjonizuje rynek, informacje o zupełnie nowym składzie, innowacyjnej technologii czy wyjątkowym opakowaniu.

Ten sztucznie kreowany rozgłos, przy ogromnej liczbie bodźców docierających do konsumentów, jest konieczny, ale czasem proporcje zostają zachwiane. Zamiast nowego produktu dostajemy tylko nową akcję PR-ową, która jest początkiem i końcem wszystkich starań. Trudno się więc dziwić, że ten „rewolucyjny” produkt przygotowany zza biurka, bez znajomości branży, jej potrzeb i oczekiwań szybko traci na atrakcyjności. Znika efekt nowości i zostaje tylko przeciętny produkt, najczęściej kopiujący już istniejące rozwiązania, który nie ma rozpoznawalnej marki i nie zdążył zapracować na zaufanie odbiorców.

Petarda, która nie wybucha.

Takie fajerwerki nie są jednak bez znaczenia dla rynku, bo absorbują uwagę. Wielu managerów stara się jakoś na te nowości zareagować, zająć wobec nich stanowisko, a niekiedy nawet zmieniają swoje biznesowe plany, marnotrawiąc tym samym swój czas i energię. Jak więc rozbrajać te niewypały? Najlepiej po prostu je zignorować, skupiając się na rozwijaniu własnej oferty. Robić swoje, bez oglądania się na konkurencję.

Choć rywalizacja stanowi dodatkową motywację, to firmy o ugruntowanej pozycji na rynku powinny zdawać sobie sprawę ze swoich przewag konkurencyjnych. Na efekt nowości stopniowo uodparniają się nie tylko konsumenci, ale także klienci B2B, którzy cenią sobie stabilność i wypracowane relacje. Wiedzą, że zbudowanie czegoś wartościowego od zera wymaga ogromnego doświadczenia, osobistego zaangażowania i przede wszystkim czasu.

REKLAMA
Targi Zieleń to życie